To zdanie brzmi jak mocny cytat z filmu, ale w moim przypadku jest definicją życia i pracy.
Kiedy ktoś patrzy na mnie dziś – widzi kobietę, która jest członkiem zarządu i dyrektorem wykonawczym w spółce szkoleniowej, kierownikiem działu marketingu w innej firmie, właścicielką rodzinnej szkoły nauki jazdy (OSK Kwiatkowski), szkoły języków obcych, twórczynią własnych szkoleń i treningów. Widzi kobietę, która razem z mężem inwestuje w nieruchomości, wynajmuje mieszkania i buduje stabilny portfel.
Widzi także sternika morskiego, który żegluje w trudnych warunkach, choćby w Norwegii, gdzie fale, wiatr i zimno nie dają taryfy ulgowej.
Widzi trenerkę, która prowadzi szkolenia celne i spedycyjne w branży, w której łatwo się nie wybacza błędów, oraz programy sprzedażowe, które wymagają od uczestników odwagi i dyscypliny.
Widzi wreszcie matkę trójki dzieci, z których jedno gra w reprezentacji Polski w hokeju, drugie rozwija swój talent artystyczny, a trzecie konsekwentnie idzie własną drogą.
Dlaczego nie jestem szczęściarą
Łatwo sprowadzić sukces do przypadku. Dużo trudniej dostrzec historię, która kryje się za kulisami. A moja historia to życie zaczynane od zera.
Przyjechałam do Polski i musiałam wszystko zbudować od podstaw: relacje, pracę, dom, przyszłość dla siebie i dzieci. Nie miałam gotowego wsparcia, znajomości ani zabezpieczeń. Miałam tylko jedno: determinację, by się nie poddać.
Każdy etap, który dziś wygląda na „szczęśliwy splot okoliczności”, był w rzeczywistości wynikiem dziesiątek prób, porażek i powstań na nowo.
Nie zostałam członkiem zarządu dzięki szczęściu. Zostałam nim, bo pokazałam efekty swojej pracy, determinację i wizję rozwoju.
Nie prowadzę własnych firm dzięki szczęściu. Prowadzę je, bo potrafię ryzykować, inwestować i uczyć się na błędach.
Nie żegluję w trudnych warunkach, bo „akurat mi się udało”. Żegluję, bo przeszłam ciężkie treningi, zdobyłam patenty i nauczyłam się radzić sobie tam, gdzie inni się poddają.
Dlatego właśnie mówię moim kursantom i partnerom biznesowym:
👉 Nie bój się porażek. One są dowodem, że idziesz dalej niż inni.
W branży celnej i spedycyjnej – gdzie przepisy zmieniają się szybciej niż rynek – uczę, że trzeba umieć adaptować się do zmian i nie zatrzymywać się na błędach.
W sprzedaży – pokazuję, że wynik to nie dar od losu, tylko konsekwencja codziennych działań i odwagi w rozmowach z klientem.
W personal brandingu – uczę, że marka osobista nie jest „szczęściem wizerunku”, ale rezultatem spójnej pracy nad sobą i swoim rynkowym autorytetem.
Sukces nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Sukces to odwaga do powtarzania prób tam, gdzie inni się zatrzymują.
Jestem kobietą, która łączy rolę dyrektora, przedsiębiorcy, inwestora, żeglarza i matki. Ale nie dlatego, że życie dało mi prezent.
Tylko dlatego, że miałam odwagę upadać więcej razy, niż inni spróbowali.
I właśnie tego uczę – w biznesie, w szkoleniach i w życiu.
Bo prawdziwą siłą nie jest nigdy szczęście. Prawdziwą siłą jest konsekwencja.